poniedziałek, 15 czerwca 2015

Wind is blowing from the East. cz. V

Na podgrodziu i w zamku panowało ogromne poruszenie. Ludzie szeptali o dziwnym stworzeniu niosącym wór z głową. Słyszał kto kiedy większe brednie?! Przecież w cale nie żyli w magicznym świecie, gdzie po polankach hasały gryfy i smoki, no skądże. Czasem głupota plebsu nawet narratora doprowadza do szału. Ciężkie mury zamku posłusznie słuchały tego, co się działo. Nawet myszy w lochach piszczały o tym co się stało w wiosce Lothbrok. Król doprowadzony do szału miotał się po sali tronowej wrzeszcząc po służbie i rzucając w nich, między innymi, półmiskami z jedzeniem. Wzniecił taki wrzask, że umarłego by obudził. I tak się stało. W tym momencie szkielety, które pozostały w lochach zatrzaskały kostkami, ale nawet to nie uciszyło króla. Odziany w purpurę władca trzymał w dłoni łysą głowę jednego ze swoich Zwiadowców.  Darł się niemiłosiernie, tak że wystraszona służba uciekła. Ktoś brutalnie otworzył drzwi. Horacy wkroczył pewnym krokiem.
- Wyrwałeś mnie ze snu. Zamilcz w końcu i pokaż mi tą głowę. - Popisał się władczym tonem.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić? - Król powiedział to jakby lekko wystraszonym głosem.
- Nie zapominaj z kim mówisz, Varg. Ktoś ci wyratował ten grajdołek. - To prawda. Przed laty pozycja obecnego króla została jakby osłabiona. Wystarczyło wymordować kilka osób, i od razu było lepiej. Horacy rozsiadł się na tronie. Obejrzał głowę, odczytał napis. Wiedział.
- To jak, Varg? Bawimy się dalej w kotka i myszkę czy robimy krwawą jatkę?  - Władca przełknął ślinę. Wiedział, że to oznacza, że on tego dokona. Za wszelką cenę.
- Ile? - Postawił na bycie rzeczowym. Popatrzył prosto w te jego czarne oczka. Czarne jak jego chciwa dusza.
- Szesnaście tysięcy w złocie, cztery w srebrze i zamek na Błękitnych Polach. - Król słysząc tą cenę wezwał straż.
- Usunąć go z zamku. I niech nie wraca. - Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że postawił na sobie krzyżyk. - Popatrzył na usta Horacego. "Jeszcze się policzymy." Wyczytał z jego ust, stanął jak słup soli. Blady i ledwie przytomny ze strachu.

* * *

Morgana leżała na plecach. Kałuża krwi się powiększała. Na szczęście nie była to bardzo poważna rana. Lili uleczyła to natychmiast, jednak nie miała zamiaru budzić Michaela. Perłowo włosa zniosła go z dzwonnicy. Pożegnali Bjorna i jego rodzinę i ruszyli w dalszą podróż. Stwierdzili, że Michaela wezmą ze sobą, by krzywda mu się nie stała z powodu bójki na wieży. Miał lekko rozbitą głowę, ale nic poważnego mu się nie stało. Był jednak trochę zmęczony, co jest chyba normalne przy urazach głowy, więc wyjątkowo łatwo przyszło mu zaśnięcie. Lili dodatkowo podpoiła go ziółkami, by nie cierpiał z bólu. Uciekali przed siebie. Twarze im ogrzewał wschodni wiatr. Dante pozwolił Lili dosiąść gryfa z śpiącym Michaelem. Dziewczyna wtuliła się w jego włosy, przywiązała go kawałem sukna do uprzęży, żeby nie spadł. Na kolejnym gryfie z ogromną szybkością leciał Dante i Morgana. Musieli zostawić konie, bo tylko by ich spowalniały. Tygrys nagle otworzył swoje szare oczy. Uderzyła go suchość wiatru i dość osobliwe "coś" na ramieniu. Lili jakby się speszyła. Szybko wzięła głowę z jego ramienia.
- Jeśli tak ci wygodnie, to nie ma problemu. - Michael był jak zwykle czarujący.
- Niedługo będzie już ciemno. Pora powoli obniżać lot. - Po kilkunastu minutach już byli na polance. Dookoła drzewa, zakrywające koronami niebo. Niedaleko znajdowało się jezioro. Białą Panienka udałą się tam, by się wykąpać. 

***

- Atlas! Atlas, dziecko! Co ty mówisz?! - Klara szarpała ją za ramię. Atlas stała, jak zwykle w swej kapłańskiej szacie, stała i parzyła się w ogień. 

"Za nie dalej niż dwie wiosny nastąpi niezwykle surowa zima (Fimbulvinter, trzy zimy bez lata), podczas której zamarznie cały Midgard. Ludzie pogrążą się w wojnach, grabieży i przemocy. Zniknie wszelka moralność. Przeżyje tylko jeden mężczyzna i jedna kobieta, którzy skryją się w gałęziach drzewa Yggdrasil. Nadejdzie ten dzień, kiedy Wschód pogrąży się w ciemności wojny,
Biała Dama i Nieśmiertelny Człowiek połączą się w jedno, wskrzeszając bunt Bogów i niszcząc całą harmonię i wszystkie zasady tego świata. Sköll i Hati – goniące Sol i Maniego wreszcie dopadną swe ofiary. Wtedy Słońce i Księżyc przestaną istnieć, gwiazdy pospadają i cały nieboskłon ulegnie zniszczeniu. Zapieją koguty, wzywając do walki: Fjalar w Jotunheimie, Gullinkambi w Asgardzie i kogut koloru rdzy w Niflheimie. Garm, pies piekieł, głośno zaszczeka. Na ten sygnał więzy krępujące Lokiego i Fenrira opadną. Loki i Fenrir uwolnią się z więzów i postanowią zemścić się na bogach. Wąż Midgardu wyjdzie z wody na ląd, a Loki, wraz z olbrzymami i innymi sprzymierzonymi mu potworami, na statkach, aby zemścić się na swych wrogach. Hajmdal, widząc zbliżających się wrogów, zagra po raz ostatni na rogu Gjallarhorn, tak głośno, że słychać go będzie we wszystkich dziewięciu światach. Pod ciężarem przechodzących po nim gigantów i potworów zawali się również sam Bifrost, Tęczowy Most – przeprawa między światami strzeżona przez Hajmdala, boga czujności.

Odyn wyprowadzi swych wojowników z Walhalli, by wzięli udział w bitwie. Odyn zginie jednak pożarty przez Fenrira. Pomści go Widar. Na widok śmierci Odyna Frigg zapłacze po raz drugi.
Loki i Hajmdal pozabijają się nawzajem. Thor zgładzi straszliwego węża Jormunganda, lecz sam umrze od jego jadu. Tyr zginie w pojedynku z Garmem, jednocześnie go zabijając. Zginą wszyscy bogowie, a armia Lokiego będzie walczyć z wojownikami Walhalli  do samego końca.
Na koniec ognisty olbrzym Surtr, władca Muspelheimu, używając płomiennego miecza zemsty, podpali Asgard i pozostałe światy. Wtedy wszystko zostanie zniszczone." 

Po wykrzyczeniu tych słów wieszczka padła, rażona piorunem. Jej bladoróżowe policzki sczerniały, oczy zaszły mgłą. Była martwa. Oczy Klary posmutniały. Zleciała się chmara motyli z czterech stron świata. Zawinęły one ciało Atlas w skórę jagnięcia i związały kwiatowymi sznurami.
Jej ciało, owinięte w skórę i niesione przez tysiące motyli, spoczęło w miękkiej toni Rzeki Chmur.
Rzekę ową przed tysiącami lat stworzył pierwszy Orli Jeździec. Ukradł on 4 chmury i ukrył je w skale. Bogowie zorientowali się i zarządzili poszukiwania. Ze skały wytrysła rzeka, w której za winę utopiono Orlego Jeźdźca. Był on człowiekiem bardzo mądrym i prawym, jednak zgubiła go chciwość. W Czasach Bajecznych zmarłe wieszczki wrzucano właśnie do tego jeziora, by mogły przepłynąć na południe do Czterech Gór Słońca, w których ich ciała i dusze pozostawały na zawsze. Ciało odpłynęło z nurtem rzeki a kapłanki zajęły się płaczem, tak, że nawet niebo rozpaliło się krwistą czerwienią.  


***

Zażywała w najlepsze kąpieli, kiedy w krzakach działo się coś nader ciekawego. Michael bezczelnie ją podglądał, kiedy Dante, zaniepokojony jego nieobecnością poszedł go szukać. Wypłacił mu kilka szybkich w pysk i przeszła mu ochota na podglądanie jego podopiecznej. Po tym krótkim porachunku Wojownik usłyszał krzyk Morgany. Natychmiast tam pobiegł. Obok Morgany stał wysoki mężczyzna. Miał długą brodę zaplecioną w warkocz a włosy wygolone z boków, również były splecione. 
- Czego chcesz? - Warknął na Przybysza Dante.
- Wołają na mnie Mesjasz. Chcę iść z Wami. - Głos miał piskliwy, miał śmieszny, obcy akcent. Trochę podobny do akcentu Morgany. Lili właśnie wróciła, wraz z Michaelem znad jeziora. 

- Dlaczego? - Pani okazywała nieufność.
- Jestem Twoim bratem. Wiem kim jesteś. Nie uciekniesz przed przeznaczeniem. - Szlachcianka w tym momencie popatrzyła po wszystkich z przerażeniem w oczach. Zaczęła biec przed siebie, szlochając na głos. Moment ten wykorzystał Mesjasz. Skoczył do Lili, chcąc ją godzić mieczem. Uprzedził go Michael zadając cios w łydkę. Wędrowiec nie pozostawał mu dłużny. Okaleczył mu łydki i pociął kilkakrotnie brzuch. Jednak ostateczny cios należał do Tygrysa. Był gładki, jakby wyuczony. Odciął mu głowę i wtulił w siebie Lili. 
Morgana gnała przez las na oślep. Dante został za nią, daleko w tyle. Trafiła na niewielką polankę na środku której stało ogromne drzewo. Z drzewa, w równych odstępach zwisały zwłoki. Kiedy upadła i zaniosła się szlochem wyciągnęły do niej swoje długie, nadgniłe ręce. Dante szybko znalazł Morganę. Szarpnął ją za ręce i wtulił w swoją pierś.
- O czym ten człowiek mówił? - Towarzysz nie krył swojej ciekawości. 

- Przed laty zabiłam ojca i matkę, mój brat był wtedy malutki. - Wtedy on złapał jej podbródek w dłonie i tak po prostu ją pocałował. Jakby to było coś oczywistego. Wtedy dziewczyna wtuliła się w długą kaskadę miękkich włosów i zasnęła w jego ramionach.
Opis Ragnarok na podstawie Wikipedii. 

piątek, 12 czerwca 2015

Wind is blowing from the East. cz. IV

Horacy ostatnim krzykiem wyjaśnił kto zrobił mu taką nieludzką krzywdę. Zemdlał, ale nadal żył. Medycy wzięli go do siebie, by móc mu wrócić życie, które już i tak było zagrożone. Nie minęły dwa zachody słońca, a zwiadowcy już gnali na złamanie karku. Ich gryfy równo trzaskały orlimi skrzydłami. Jeden z wieśniaków widział Morganę, kiedy kierowała się w stronę wioski Lothbrok. Było ich troje. Rudy, jak sama nazwa wskazuje miał blond włosy, czarną brodę i białe tęczówki oczu. Pozostali dwoje byli łysi. Mieli długie brody i okropnie wątłe ciała. Byli za to nad wyraz zwinni i szybcy. Cały czas dźwięczał im w głowach monolog Horacego. 
Wydawał się być załamany i całkiem bezradny. Z zrozpaczonych oczu płynęły łzy, a głos stracił swój pewny i dumny wręcz ton. Do tego zakrwawiona koszula i lepkie od krwi włosy dodawały grozy wyglądowi postaci. Od dłuższego czasu mówił do siebie:

"Pamiętasz, Horacy, gdy ją poznałeś? Miała takie piękne złote włosy. Prezentowała się jak na damę przystało. Przynajmniej do momentu, kiedy zobaczyłeś jej sposób walki. Chłopie, coś ty zrobił?! Nigdy nie byłeś wyrostkiem, ale żeby przegapić taką okazję? Przecież była praktycznie bezbronna." Plótł do siebie bez ładu i składu. Jego misja wydana przez Hrabiego była prosta. Zabić ją. Szło idealnie. Tak, był płatnym mordercą. Inny fach go nie satysfakcjonował. Uwielbiał patrzeć w oczy zarzynanych ofiar. Nie znał matki ani ojca. Wychował go Ragnar. Okrutny i rygorystyczny mentor. 
"Kretynie, czemu się zakochałeś?! Mogłeś sobie odpuścić. Zwiała, a Ty masz kłopoty. Ledwo przeżyjesz, bo zachciało ci się jakiejś tam Hrabiny."

* * *

Po kilku chwilach, które wydały się wiecznością Morgana przestała bić w dzwon. Nikt nie nadchodził. Postanowiła sama sobie dać radę. Widać, że dobry los miał ją w opiece, bo zauważyła, że na ścianie dzwonnicy wisi miecz. Co prawda był wyszczerbiony, okropnie ciężki, zupełnie do niej niedostosowany, ale jednak to jakaś broń. Astaroth, jakby na zawołanie zjawiła się i zasiadła na wieży. Przynajmniej ona jest na czas. 
- Witaj istoto. Nie jestem pewna, czy znasz ludzką mowę. 
"Znam." A więc jednak! Potrafiła przekazywać myśli. 
- Jak skrzydło? - Zapytała niepewnie i usłyszała kroki na schodach. Przeraziła się, bo były lekkie. Charakterystyczne dla zwiadowcy. 
"Dobrze. Nie lękaj się. To Michael." Po tych słowach do dzwonnicy wpadł ten sam chłopak, którego widziała wcześniej, kiedy Brał Gryfa i konia. Miała go za zwykłego pachołka, a teraz stanęło im walczyć razem. 
"Zna tylko mowę elfów i zwierząt." Gryf zaryczał okropnie.
- Pora zacząć grę. - Wypowiedział Michael w znanym jej staroelfickim. 
- I do ostatniej wylanej kropli krwi. - Odcięła mu się Morgana śpiewnym głosem z dziwnym akcentem. Na pewno nie znała tego języka jakoś świetnie, ale potrafiła się porozumiewać. 

Nadciągali z południa. Lecieli oddaleni od siebie o jakieś 16 metrów. Cała trójka. Astaroth zerwała się i rzuciła na białego jak śnieg grywa, którym leciał łysy mężczyzna. Sprzymierzony gryf rozdrapał skrzydło wroga, tak, że ten, przeraźliwie rycząc uderzył w kaplicę, roztrzaskując czaszkę Zwiadowcy na ścianie. Morgana na tego, który miał jeszcze trochę włosów rzuciła pochodnię. Gryf kiedy poczuł smród palonych włosów lekko się zdezorientował i ten moment wykorzystał Michael zrzucając na głowę Jeźdźca skrzynię z suwenirami. Ogromna, ciężka skrzynia ogłuszyła napastnika, który na wskutek upadku z wysokości roztrzaskał się o klepisko zwane dumnie ulicą. Astaroth zajęła się Srebrzystym gryfem.
- Nie zabijaj go. - Wydarłą się na cały głos Pani. Gryfica rywala go do ziemi i czekała. Z kolei trzeci napastnik zeskoczył ze zwierzęcia i pchnął Michaela o dzwon. Stróżka krwi popłynęła i chłopak wyjąkał tylko w elfickim ciche "Panie.". Nie było czasu na rozważania. Morgana popatrzyła napastnikowi prosto w oczy i stanął on jak wryty. Rzuciła się na niego, zadając śmiertelne pchnięcie mieczem. Obrzydliwy wróg jednak zdążył jeszcze lekko szarpnąć mieczem i rozciąć jej brzuch tak, że krew poplamiła materiał w kilka sekund. Nie było to mocne cięcie, jednak rozwścieczona Hrabina odcięła głowę Oprawcy i odcięła kawał sukni, by robić z tego miech. Schowała głowę i wzięła Michaela na ręce, w duchu modląc się, by żył. Po schodach biegli już Bjorn, Lili, Dante i jeszcze ktoś, kogo nie znała. Oddała w ich ręce Michaela.
- Szukają mnie. - Odpowiedziała na ich pytające spojrzenia. Zeszła z dzwonnicy i zobaczyła jeszcze żywego, gryfa. Wyrżnęła na skórze głowy łysego; "Nie tym razem, ojcze." Oddała wór owemu gryfowi i kazała zanieść to do dworu. Sama jednak upadła, krew utworzyła niewielką kałużę. Straciła przytomność i ogarnęła ją błoga nicość. 

czwartek, 11 czerwca 2015

Wind is blowing from the East. cz. III


Witam wszystkich!

Na początku wielkie dzięki za wszystkie pozytywne komentarze i krytykę. A teraz przejdźmy do opowiadania.

Gapiła się na niego wieczność. Leżał na plecach, zupełnie jakby spał. Długie, czarne włosy rozsypały się na wilgotnej ziemi. Na twarzy nadal widniał grymas przerażenia i kilka łez. Pochyliła się nad nim i chciała go obudzić jednak uprzedziła ją Istota o Perłowych Włosach. Łzy płynęły jej po policzkach, jednak szybko się pozbierała i zdjęła z szyi naszyjnik. 
- Masz alkohol? - Morgana nie mogła uwierzyć, że to dziecko przemówiło. Może to dziwne, ale myślała, że hybrydy ludzi i Białych Pań są nieme. Miała niezwykle melodyjny, głęboki głos. "Zaraz zaraz, o co ona pytała?' Już miała zamiar zapytać ale Lili odpowiedziała:

- Pytam czy masz alkohol, chyba, że wolisz, żeby się już nie obudził. - Morgana pogrzebała chwilkę w sporym lnianym worze. Wyciągnęła małą buteleczkę ze spirytusem i podała dziecku. Dziewczynka wzięła malutkie zawiniątko, które wyjęła z naszyjnika i wrzuciła kilka czarnych bryłek do alkoholu. Ten natychmiast zmienił kolor na błękitny i zaczął bulgotać. Zakręciła buteleczkę i schowała w kieszeń płaszcza, który nosiła narzucony na kolczugę. 
- Musimy ich wyleczyć. - Morgana wskazała na Dantego i gryfa. Niedaleko znajdowała się wioska, więc postanowiły się tam dostać i poprosić o pomoc. Przeprawa przez równinę okazała się wyczerpująca. Na Fryzie pędziły Lili i Hrabina, zaś gryf olbrzymimi krokami biegł za nimi, niekiedy porykując z bólu, z powodu zranionego skrzydła. Wioska swymi konturami uspokajała ich myśli. Na pewno będzie tam ratunek. Nie była zbyt wielka. Widać było wysoką wieżę kapliczki i kilka większych domków. ich szczęście nie znało granic, kiedy dotarli na miejsce. Wioska tętniła życiem. 
- Zatrzymamy się u Bjorna. - W pewnym momencie oświadczyła Perłowo włosa. Morganę rozwścieczyło to, że to nie ona decyduje, niestety musiała być zdana na łaskę tej rozpieszczonej małolaty. 
- Nie wściekaj się. Pamiętaj, że to my pomagamy Ci  uciec od wyroku. W końcu wasze przeklęte prawa nie pozwalają prowadzić wojen niezależnie od woli władcy. U nas, na Wschodzie masz już przygotowany wygodny tronik. Mamy Cie dostarczyć zabijając jak najmniej ludzi. Dante leży ledwo żywy. Wyliże się z tego. Doznał lekkiego szoku. Mam nadzieję, że nie przerazi się jeszcze bardziej, kiedy usłyszy, że umiem się porozumiewać  w Waszym języku. - Morgana była zadziwiona gadulstwem tej istoty. 
- Myślałam, że dzieci Białych Pań są nieme. - Białe Panie zwane także Wieszczkami Wschodu były niezwykle osobliwymi osobnikami. Wyglądały dziwnie.  Było to skrzyżowanie Północnicy z Wampirem i Elfem. Nie były jednak złe. Zajmowały się głównie opieką nad ludźmi i żyły z dobroci natury, i ludzi, toteż często spotykało się krzyżówki Białych Pań z ludźmi. Nieraz człowiek zakochał się w tej przepięknej istotce i nie było opcji, żeby przestał ją kochać, jeśli ona odwzajemniała to  uczucie. Jeśli jednak rozeźliło się te postaci, oj, było źle. Potrafiły być nader złośliwe i doprowadzić do ruiny emocjonalnej niejedną osobę. 
- Nie są nieme. Przynajmniej nie zawsze znają Wasz cudaczny język. Masz szczęście, że mój opiekun dużo do mnie mówił. Dzięki temu jestem w stanie się z Tobą porozumieć. Inaczej musiałabym bazgrać obrazki na ziemi, żebyś mogła zrozumieć, czego chcę. Sama przyznasz, że znanie języków jest jednak przydatne. - Po wypowiedzeniu ostatniego słowa wjechały do wioski. Mieszkańcy nagle zamarli. Patrzyli na nich jak na coś, co widzą pierwszy raz. Kiedy przejeżdżali obok ogromnego domu Harbina zatęskniła za luksusem. Lili kazała się zatrzymać i zsiadła z konia. Uderzyła pięścią w drzwi domu i natychmiast zjawił się gospodarz. Brodaty mężczyzna, minimum dwa metry wzrostu, przy kości. Sprawiał wrażenie ucieszonego na widok Białej Panienki. Zaprosił ich do środka, każąc Michaelowi odprowadzić konia i Astaroth. Młody, strasznie chudy blondyn o szarych oczach przywitał oba zwierzęta miłym uśmiechem i zaopiekował się nimi odprowadzając je do stajni. Przejął się skrzydłem gryfa i natychmiast się nim zajął. Gospodarz zaprosił panie do komnat, zaś Dantego wziął na ręce i zaniósł do komnaty Lili. Hrabinę ciekawiło, co robi Wieszczka z jej Towarzyszem. Rozebrała się i umyła ciało, by zmyć z siebie wszystkie troski. Przebrała się w aksamitną, czarną suknię do kostek i przepięła to pasem z ludzkich kości, co jest chyba charakterystycznym elementem jej ubioru. Kiedy niski głos Bjorna zawołał, że pora uczty, Morgana poczuła jak bardzo głodna jest. Powoli wstała i skierowała się w stronę największego pomieszczenia w domu. Cała ta posiadłość nie była może imponująca, ale sprawiała wrażenie zadbanej i czystej. W dość sporej sali przy stole siedział Gospodarz, Ciemnowłosa kobieta, Lili, trójka dzieci i Dante. Lało się wino i atmosfera była radosna. Kiedy tylko ją zauważyli wszyscy zamarli. Kobieta wskazała jej miejsce a dzieci, każde z kawałkiem mięsa w łapce, uciekły nie szczędząc krzyku. Arystokratka usiadła i jadła. Milczenie przerwał głos, do tej chwili milczącego, Zbłąkanego. 
- Nie powinnaś była robić Horacemu krzywdy. Dobrze wiesz, że jest Twoim cieniem. - W tym momencie Hrabina poczuła, że spada. Jak długa upadła na ziemię wydając przeraźliwy okrzyk. W pewnym momencie poczuła pełnię sił. Po chwili wstała i wyszła. Miotała się po całej wiosce. W końcu wyszła na małą wieżę kapliczki i patrzyła na to miejsce mlecznym wzrokiem. Kiedy zauważyła, że pościg za nią wyjechał z lasu i zmierza w kierunku wioski poczuła przerażenie. Zaczęła ciągnąc za sznur i bić w dzwon z całych sił.  I nikt nie był w stanie jej powstrzymać.



A teraz od siebie dorzucam dwie fotografie. Pierwsza to po prostu ja, druga to rysunek Lili. 

Dziękuję każdemu, kto przeczytał posta i liczę na komentarze ;) 

środa, 10 czerwca 2015

Wind is blowing from the East, czyli opowiadania ciąg dalszy.

Do teraz miała w głowie jego obraz. Jego przerażenie wżerało się jej w psychikę. Miała nadzieję, że nie cierpiał zbyt długo. Chłodny, jeszcze wczesny, wieczór zdawał się okrywać Morganę swoim gwieździstym płaszczem. Włosy, o kolorze i zapachu lipy, okalały długą, białą jak mleko szyję. Gdy szła krętymi ścieżkami cykady milknęły. W bocznej alejce, osnutej mgłą, zgodnie z życzeniem, czekał na nią czarny koń Fryzyjski. Jej twarz, rozpromieniona resztkami zachodzącego już słońca, wydawała się być smutna a wręcz zrozpaczona. Jak nigdy dotąd jej oczy stały się szkliste, jakby miała się zaraz rozpłakać. 
"To absurd" - Myślała. "Zabijanie zawsze przychodziło mi łatwo. Tortury były na prawdę świetną rozrywką. Och, jakże będę za tym tęskniła." Z zamyślenia wyrwało ją parsknięcie konia. Szybko dosiadła wierzchowca i ruszyła galopem na wschód. Pędziła przez las na koniu, a jej nienaganna sylwetka prezentowała się tak, jak na arystokratkę przystało. Mocniej otuliła się płaszczem, by nie marznąć, mimo wschodniego ciepłego wiatru.Wiedziała, że do kresu podróży jest na prawdę daleko. Gnała przed siebie. Chciała już następnego dnia znaleźć się w wiosce, ponieważ nie miała zbyt dużych zapasów jedzenia. Wieczór coraz bardziej zagłębiał się w mroku, gdy ona walczyła ze snem. Równy stukot końskich kopyt brzmiał prawie jak kołysanka. Kiedy noc okryła krainę zupełną ciemnością, tak, że nawet istoty nocy uciekały w krzaki, Hrabina zapadła w sen. Ze snu wyrwało ją parsknięcie konia, który domagał się wody. Kłusem ruszyła przed siebie. Po chwili znalazła małą polankę, zupełną równinę, przez którą płynęła rzeka. Zsiadła z konia, pozwoliła mu się napoić i paść. Morgana zbierała maliny i po pewnym czasie czuła się syta. Przemyła dłonie w rzece, dosiadła Fryza i wróciła na drogę. Droga wydawała się być spokojna. Przez gęste sklepienie liści i gałęzi delikatnie prześwitywały promienie południowego słońca. Po jakimś czasie krętą dróżką wyjechała z lasu. Teraz droga ciągnęła się równiną, która tylko czasem była zarośnięta drzewami. W pewnym momencie na horyzoncie zamajaczyła wioska. Pani ucieszyła się i ruszyła galopem w tamtym kierunku.


* * *



"Poprzez gęsty las błąkali się długi czas. 
Dorosły mężczyzna i mała dziewczynka,
błąkali się tak od lat.
On śpiewał jej cichutko piosenki,
gdy pora już była spać.
Ty śpij, mała wieszczko, pilnuję Cię Twój Bard."


Dante miękkim głosem odśpiewał kołysankę i usiadł wraz z śpiącą Lilli na Astaroth, błękitnego gryfa. Cały czas myślał o tym, w jakich okolicznościach zaopiekował się tą małą istotą. Mimo tego, że miała 16 wiosen wyglądała na maksymalnie 12 lat. Widział ktoś kiedyś dziecko, które miało tak uparte, ale bezkreśnie dobre serce? Wyglądała jak żywe złoto. Białe jak śnieg włosy spływały kaskadą do pasa, fiołkowe oczy połyskiwały w otoczce srebrnych rzęs. Dziewczynka była drobna, miała może metr sześćdziesiąt, ale była wyjątkowo silna. Nosiła coś w rodzaju kolczugi i miecz na plecach. Zbłąkany jednym ruchem poderwał gryfa do lotu. wylecieli z lasu i wzbili się na wysokość jedenastu metrów. Zwierzę było wniebowzięte, 

"W końcu jakaś wolna przestrzeń!" - Przekazał Dantemu. Lecieli z ogromną prędkością. Szukali na równinie wioski, umówionego miejsca. Wtem jego jaskrawoczerwone oczy pobielały, zobaczył straszliwą wizję. Przypomniał sobie te wszystkie chwile, które wyparł z pamięci. Pola trupów i ta dziewczynka, za którą poświęcił 30 żołnierzy. I ten jej krzyk kiedy odrywano ją na siłę od matki. Ale co on wtedy mógł? 

Z letargu wyrwał go przerażający wrzask Lili, w ostatnim momencie dostrzegł na horyzoncie postać na koniu. Wstrzymał oddech i wtulił w siebie jeszcze bardziej dziecko.


* * *

Morgana wzbijała tumany kurzu jadąc z pełną prędkością w stronę wioski, kiedy zauważyła przerażającą scenę, rozgrywającą się całkiem niedaleko od niej. Nie wiadomo skąd zjawił się gryf i dwie postacie na nim. W pewnym momencie z gryfa osunęła się jedna z postaci i spadała z wysoka. Zwierzę zerwało się i próbowało ich złapać. Udało mu się, jednak okropnie wylądował raniąc sobie skrzydło i rycząc z bólu. Jakieś dziecko krzyczało. Kiedy znalazła się obok tej Wesołej Wycieczki dobyła miecza i zeskoczyła z konia. Wyrwała dziecko z rąk nieprzytomnego mężczyzny.
- Przestań krzyczeć! - Rozkazała tonem tak lodowatym i nieznoszącym sprzeciwu, że dziewczynka natychmiast zamilkła. Wiedziała kim oni są. Była pewna, że będą jej szukać, a ona nie miała zamiaru uciekać. Co lepsze sama wydała się w ich ręce. Wtuliła do siebie Lili i wlepiła wzrok w nieprzytomnego, ledwo żywego Dantego. 


Mam nadzieję, że się podobało :)

Teraz pora przygotowywać się do szkolnej edycji Mam Talent,

Dzięki wielkie i miłego dnia! 

wtorek, 9 czerwca 2015

Małe co nieco dla fanów fantasy.


Jak już spamuję tymi postami to proszę, moje krótkie opowiadanko. Będzie kontynuowane co jakiś czas. 


Bladym świtem, kiedy świat budził się ze snu, na podgrodziu spotkały się dwie przerażające postaci. Odziany w bogate szaty człowiek zdawał się być zaaferowany rozmową ze zwykłą, starą wieśniaczką. Jej stare ubranie i brzydka, pomarszczona, spalona słońcem twarz odpychała
dosłownie każdego. Wymienili szybko podarki oraz pewną sumę pieniędzy. Wieśniaczka rozpłynęła się we mgle, zaś młody mężczyzna zrzucił z twarzy kaptur, by chłodny poranek musnął jego twarz
i rozbudził do działania. Ku zdziwieniu najuboższej części społeczeństwa młodzieniec kroczył szybko poprzez boczne uliczki, alejki a nawet podwórka. Szczupła twarz, niesamowicie ciemne oczy
 i muskularna budowa ciała były obiektem westchnień wielu szlachcianek. Kiedy doszedł w końcu do bramy wspaniałego pałacu, osadzonego na samym szczycie góry, spojrzał w niebo i wydał głośne westchnięcie. 

- Zapowiada się długi i męczący dzień. Burza wisi w powietrzu. - Odrzekł sam do siebie i zamruczał piosenkę zasłyszaną zapewne na jakiejś uczcie. Nie folgował przyjemnościom, aczkolwiek towarzystwo wybierał nader dokładnie. Wszyscy jego znajomi mieli cechy wspólne, nierzadko znali się i lubili. Jeden ze strażników spojrzał na niego surowym wzrokiem, następnie zarobił od drugiego w łeb. Natychmiast zorientował się o co chodzi i wydał znak, by otwarto bramę. Brama owa była zwana Bramą Niemiecką, bo właśnie w tą stronę się wznosiła. Historia ta toczy się w czasach dawnych, tak straszliwych, że nawet najsławniejsi kronikarze woleli je pominąć w swoich arcy dokładnych notatkach. 

Nikłe promyki wpadające do komnaty okalało delikatnymi smugami blade dłonie. Młoda kobieta, raczej niezbyt urodziwa siedziała za stolikiem notując coś zaciekle, skrobiąc piórem i brudząc wszystko dookoła. Twarz miała bynajmniej obrzydliwą. Przez lewe oko ciągnęła się straszliwa blizna. Usta miała sine a oczy podkrążone. Ktokolwiek znał Morganę wcześniej, wiedział że bardzo się zmieniła. To okropnie jak bitwy mogą wypaczyć człowieka. Jej wychudzone ciało okrywała tylko cienka tkanina. Czarna jak smoła, wiązana na ramionach i plecach, spinana  na biodrach czymś w rodzaju pasa z ludzkich kości dłoni, ciągnęła się do samej ziemi. Sama komnata wyglądała bynajmniej osobliwie. Okno było niewielkie, wpuszczało mało światła. Na ścianach wisiały mapy, drogocenne, ciężkie do zdobycia, w tamtych czasach mapy... Po bazgrane gęsim piórem, miały powyznaczane miejsca bitew i zapisane nazwiska, których nawet ja, wiedźma nie byłam w stanie rozczytać. Na podłodze walały się damskie ubrania, o ile kawały czarnych płacht można nazwać ubraniem, resztki jedzenia i nierzadko kielichy lub inne pamiątki licznych biesiad.  W pewnym momencie drzwi do pomieszczenia ktoś otworzył z hukiem. Morgana przerażona gwałtowną sytuacją zrzuciła wszystkie mapy z stolika, jedna z nich zapalona od świecy stanęła żywym ogniem. Straszna Pani bosą stopą ugasiła pożar. Dobyła miecza, już miała wykonać jedno szybkie cięcie kiedy zorientowała się, że tak ogromnym chamstwem i bezczelnością mógł popisać się tylko Horacy. 
- Głupcze! - Wrzasnęła. - Nie wchodzi się bez pozwolenia, to, że jesteś świnią i życiowym nieudacznikiem nie znaczy, że musisz mi się narażać.  Horacy poczuł się zbity z tropu.
- Czego chcesz?! - Warknęła jeszcze bardziej jadowitym tonem, niż zwykle. 
- Napijmy się, Pani!- Głos jego był głęboki jak studnia, miękki i delikatny jak najdroższy jedwab. Morgana, na co dzień nieugięta, słysząc ten głos rozpływała się pod jego naciskiem. Trzymał na tacy dwa kielichy. Złoty i kryształowy, pełne winnej goryczki. 
- Czy to nie ty, wczoraj wieczorem wytknąłeś mi, że zbyt dobrze myślę na trzeźwo? - Powoli sunęła w jego stronę. Ujęła w dłoń jeden z kielichów i powąchała. Czuła, że coś jest nie tak, przyjęła jednak wyzwanie, chciała zagrać w jego grę. 
- Ja, Pani... - Odruchowo osłonił twarz przed ciosem. Jednak żaden nie padł. 
- Milcz! - Grzmiała okrutna mówczyni. - Napijmy się zatem! - Jednym haustem opróżniła kryształowy kielich. Horacy chciał sięgnąć po drugi, niestety, Hrabina go ubiegła. Szybkim ruchem złapała go za gardło. Rzuciła go na wyściełane jedwabiem łoże. Jego oczy błyszczały z przerażenia, w końcu ta kobieta w całym świecie  słynęła z despotyzmu i okrutności. Czyżby jednak względem niego okazała się łagodna? Odpięła pas z kości, zrzuciła z siebie szatę odkrywając nagie
ciało. Jeszcze nigdy nie widział jej takiej bezbronnej i można powiedzieć niewinnej. Kiedy znajdowała się tylko kilka centymetrów od jego twarzy poczuł przerażający gorąc. Zniknęła. Jak przez mgłę spojrzał na podłogę. Widział dwa kielichy, plamę rozlanego zatrutego wina, czarną szatę i nóż. Mizerykordię. Jeden leżał na podłodze. Drugi zauważył dopiero po chwili. Wbity w jego pierś.

Co myślicie? Podoba Wam się? Liczę na jakieś komentarze :)


Rozkmina Tygodnia, czyli o patriotyzmie słów kilka.



Mała Dziewczynka opowiada, co się na patriotyzm składa 


Oglądałam jakiś czas temu bardzo ciekawy film. Uświadomił mi wiele. 

Pokazał coś, czego do tej pory nie widziałam. "I kto tu się wypowiada? Dziecko."
 Tak, dziecko. Jeśli ktoś nie ma ochoty czytać, nie przymuszam. 
Czy tak na prawdę zdajemy sobie sprawę w jakim kraju żyjemy? Co oznaczają kolory flagi, bielik, korona, złoto? Nie, to nie dziwne. Bardziej obchodzi nas zdanie sąsiadki na temat pani z monopolowego. A warto usiąść i poczytać, zobaczyć. Osoba głupia i ograniczona wykuje kilka dat, parę suchych faktów, odejdzie.

 Osoba, która ma trochę oleju w głowie zrozumie i załamie ręce. Ktoś zapyta: co to da? Odpowiem jednym zdaniem ( Zasłyszanym gdzieś, niestety nie umiem podać źródła): Naród, który nie zna historii swojego kraju to po prostu zbiorowisko ludzi. Jak można nie znać historii? Historia to my jesteśmy. I gdyby zapytać polityków o najprostsze fakty to zaświecą oczami. Wykształceni ludzie, którzy nie znają historii siebie samych?! Brzmi to jak herezja. Niestety, nie jest to katastroficzny obraz apokalipsy narodowej, to szara rzeczywistość! Coś mnie popchnęło do tego, by napisać tego posta. Nikomu nim nie wrócę życia ani nie zyskam popularności czy szacunku w oczach kolegów. Wolę jednak to, niż wrzucanie słit foci w koszulce z flagą oraz wilkiem i podpis: "Cześć i chwała bohaterom!" Może dla niektórych to właśnie patriotyzm. Otóż nie, kochani. Patriotyzm to pamiętanie o historii. Nie tylko tej przyjemnej i wychwalającej nację polską. Historia nie jest wcale sprawiedliwa. Pokazuje jednak, że w sercach polaków, tych prawdziwych, zawsze pozostanie pamięć i miłość do kraju. Nawet w czasach, gdy trzeba uciekać z kraju za chlebem. I zastanawia mnie jedno. Czy władze tego nie widzą? A jeśli widzą to dlaczego nic z tym nie zrobią? A może po prostu nie są w stanie? 
Pod koniec mojej wypowiedzi chciałam serdecznie podziękować każdemu, kto stanął w obronie polski, przelewając krew lub nie. To jest właśnie POLSKA. To serca i czyny osób, których na prawdę można nazwać patriotami. 
Dziękuję również poprzednim pokoleniom, które stanęły do walki zbrojnej. 

Dziękuję za każdą przelaną kroplę krwi, za każde "Nie poddamy się!".
 Dziękuję za tą przepiękną lekcję historii. Może naiwnie wręcz, ale wierzę w ten kraj i wierzę w ludzi młodych. 
W ich pamięć, dobroć i czyny. W ich żywe świadectwo historii!

Foto: www.krakow.pl

Obok niesamowita praca, niestety nie znam autora.
A Wy, co myślicie o "Współczesnych Patriotach"? 

Cześć, czołem, glanem, stołem.



Witam wszystkich bardzo serdecznie na moim nowym blogu.


Kiedyś miałam zamiar pisać coś podobnego, niestety nie wyszło, za dużo obowiązków. Teraz idę do 3 klasy, więc będzie ich jeszcze więcej, idealnie! 



Może wypadałoby się przedstawić. Mam na imię Agata, 15 lat skończyłam pierwszego czerwca. Słucham muzyki Metalowej, Rock N' Rolla, nie pogardzę również łagodnym Bluesem. Fascynują mnie lata 50' - 90', bo przecież życie wtedy było taaakie ciekawe. Uwielbiam okres średniowiecza, władam mieczem. Moją pasją jest sztuka. Uwielbiam rysowanie i malowanie. Czytam nałogowo, tak jak nie jestem w stanie przeżyć bez komórki, pełne uzależnienie. Ludzie uznają mnie za dziwaka, nie dziwię się :D Dziwnie tak, pisać o sobie. Jestem raczej kreatywna, trochę leniwa. Moim ideałem piękna są przedwojenne aktorki, jednak styl ubioru preferuję raczej inny. Lubię wszystko co czarne lub niebieskie. W glanach popylam, by moje kostki były bezpieczne. Dość często je uszkadzam, a takie buciory idealnie je chronią. Dość już tego przynudzania. 

Co do mojej pasji to niedawno zaczęłam zabawy farbkami akwarelowymi, jestem nimi zauroczona. 


Każdemu, komu chciało się przeczytać dziękuję z całego serca i dorzucam kilka fotek.