Do teraz miała w głowie jego obraz. Jego przerażenie wżerało się jej w psychikę. Miała nadzieję, że nie cierpiał zbyt długo. Chłodny, jeszcze wczesny, wieczór zdawał się okrywać Morganę swoim gwieździstym płaszczem. Włosy, o kolorze i zapachu lipy, okalały długą, białą jak mleko szyję. Gdy szła krętymi ścieżkami cykady milknęły. W bocznej alejce, osnutej mgłą, zgodnie z życzeniem, czekał na nią czarny koń Fryzyjski. Jej twarz, rozpromieniona resztkami zachodzącego już słońca, wydawała się być smutna a wręcz zrozpaczona. Jak nigdy dotąd jej oczy stały się szkliste, jakby miała się zaraz rozpłakać.
"To absurd" - Myślała. "Zabijanie zawsze przychodziło mi łatwo. Tortury były na prawdę świetną rozrywką. Och, jakże będę za tym tęskniła." Z zamyślenia wyrwało ją parsknięcie konia. Szybko dosiadła wierzchowca i ruszyła galopem na wschód. Pędziła przez las na koniu, a jej nienaganna sylwetka prezentowała się tak, jak na arystokratkę przystało. Mocniej otuliła się płaszczem, by nie marznąć, mimo wschodniego ciepłego wiatru.Wiedziała, że do kresu podróży jest na prawdę daleko. Gnała przed siebie. Chciała już następnego dnia znaleźć się w wiosce, ponieważ nie miała zbyt dużych zapasów jedzenia. Wieczór coraz bardziej zagłębiał się w mroku, gdy ona walczyła ze snem. Równy stukot końskich kopyt brzmiał prawie jak kołysanka. Kiedy noc okryła krainę zupełną ciemnością, tak, że nawet istoty nocy uciekały w krzaki, Hrabina zapadła w sen. Ze snu wyrwało ją parsknięcie konia, który domagał się wody. Kłusem ruszyła przed siebie. Po chwili znalazła małą polankę, zupełną równinę, przez którą płynęła rzeka. Zsiadła z konia, pozwoliła mu się napoić i paść. Morgana zbierała maliny i po pewnym czasie czuła się syta. Przemyła dłonie w rzece, dosiadła Fryza i wróciła na drogę. Droga wydawała się być spokojna. Przez gęste sklepienie liści i gałęzi delikatnie prześwitywały promienie południowego słońca. Po jakimś czasie krętą dróżką wyjechała z lasu. Teraz droga ciągnęła się równiną, która tylko czasem była zarośnięta drzewami. W pewnym momencie na horyzoncie zamajaczyła wioska. Pani ucieszyła się i ruszyła galopem w tamtym kierunku.
* * *
"Poprzez gęsty las błąkali się długi czas.
Dorosły mężczyzna i mała dziewczynka,
błąkali się tak od lat.
On śpiewał jej cichutko piosenki,
gdy pora już była spać.
Ty śpij, mała wieszczko, pilnuję Cię Twój Bard."
Dante miękkim głosem odśpiewał kołysankę i usiadł wraz z śpiącą Lilli na Astaroth, błękitnego gryfa. Cały czas myślał o tym, w jakich okolicznościach zaopiekował się tą małą istotą. Mimo tego, że miała 16 wiosen wyglądała na maksymalnie 12 lat. Widział ktoś kiedyś dziecko, które miało tak uparte, ale bezkreśnie dobre serce? Wyglądała jak żywe złoto. Białe jak śnieg włosy spływały kaskadą do pasa, fiołkowe oczy połyskiwały w otoczce srebrnych rzęs. Dziewczynka była drobna, miała może metr sześćdziesiąt, ale była wyjątkowo silna. Nosiła coś w rodzaju kolczugi i miecz na plecach. Zbłąkany jednym ruchem poderwał gryfa do lotu. wylecieli z lasu i wzbili się na wysokość jedenastu metrów. Zwierzę było wniebowzięte,
"W końcu jakaś wolna przestrzeń!" - Przekazał Dantemu. Lecieli z ogromną prędkością. Szukali na równinie wioski, umówionego miejsca. Wtem jego jaskrawoczerwone oczy pobielały, zobaczył straszliwą wizję. Przypomniał sobie te wszystkie chwile, które wyparł z pamięci. Pola trupów i ta dziewczynka, za którą poświęcił 30 żołnierzy. I ten jej krzyk kiedy odrywano ją na siłę od matki. Ale co on wtedy mógł?
Z letargu wyrwał go przerażający wrzask Lili, w ostatnim momencie dostrzegł na horyzoncie postać na koniu. Wstrzymał oddech i wtulił w siebie jeszcze bardziej dziecko.
* * *
Morgana wzbijała tumany kurzu jadąc z pełną prędkością w stronę wioski, kiedy zauważyła przerażającą scenę, rozgrywającą się całkiem niedaleko od niej. Nie wiadomo skąd zjawił się gryf i dwie postacie na nim. W pewnym momencie z gryfa osunęła się jedna z postaci i spadała z wysoka. Zwierzę zerwało się i próbowało ich złapać. Udało mu się, jednak okropnie wylądował raniąc sobie skrzydło i rycząc z bólu. Jakieś dziecko krzyczało. Kiedy znalazła się obok tej Wesołej Wycieczki dobyła miecza i zeskoczyła z konia. Wyrwała dziecko z rąk nieprzytomnego mężczyzny.
- Przestań krzyczeć! - Rozkazała tonem tak lodowatym i nieznoszącym sprzeciwu, że dziewczynka natychmiast zamilkła. Wiedziała kim oni są. Była pewna, że będą jej szukać, a ona nie miała zamiaru uciekać. Co lepsze sama wydała się w ich ręce. Wtuliła do siebie Lili i wlepiła wzrok w nieprzytomnego, ledwo żywego Dantego.
Mam nadzieję, że się podobało :)
Teraz pora przygotowywać się do szkolnej edycji Mam Talent,
Dzięki wielkie i miłego dnia!
Uzależniłam się! *o*
OdpowiedzUsuńI need reading your storyyy! xD
Mam talent powiadasz? Co w tym roku prezentujesz, znowu swoje rysunki, czy może coś innego? :3
Szybkie malowanie. Miały być olejne na szybko, jednak wybrałam akwarele :)
UsuńCoś jak Daniel w zeszłym roku?
UsuńTak tylko inne farby i inna technika :)
UsuńSuper, pisz dalej!
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie :)
Usuń