czwartek, 11 czerwca 2015

Wind is blowing from the East. cz. III


Witam wszystkich!

Na początku wielkie dzięki za wszystkie pozytywne komentarze i krytykę. A teraz przejdźmy do opowiadania.

Gapiła się na niego wieczność. Leżał na plecach, zupełnie jakby spał. Długie, czarne włosy rozsypały się na wilgotnej ziemi. Na twarzy nadal widniał grymas przerażenia i kilka łez. Pochyliła się nad nim i chciała go obudzić jednak uprzedziła ją Istota o Perłowych Włosach. Łzy płynęły jej po policzkach, jednak szybko się pozbierała i zdjęła z szyi naszyjnik. 
- Masz alkohol? - Morgana nie mogła uwierzyć, że to dziecko przemówiło. Może to dziwne, ale myślała, że hybrydy ludzi i Białych Pań są nieme. Miała niezwykle melodyjny, głęboki głos. "Zaraz zaraz, o co ona pytała?' Już miała zamiar zapytać ale Lili odpowiedziała:

- Pytam czy masz alkohol, chyba, że wolisz, żeby się już nie obudził. - Morgana pogrzebała chwilkę w sporym lnianym worze. Wyciągnęła małą buteleczkę ze spirytusem i podała dziecku. Dziewczynka wzięła malutkie zawiniątko, które wyjęła z naszyjnika i wrzuciła kilka czarnych bryłek do alkoholu. Ten natychmiast zmienił kolor na błękitny i zaczął bulgotać. Zakręciła buteleczkę i schowała w kieszeń płaszcza, który nosiła narzucony na kolczugę. 
- Musimy ich wyleczyć. - Morgana wskazała na Dantego i gryfa. Niedaleko znajdowała się wioska, więc postanowiły się tam dostać i poprosić o pomoc. Przeprawa przez równinę okazała się wyczerpująca. Na Fryzie pędziły Lili i Hrabina, zaś gryf olbrzymimi krokami biegł za nimi, niekiedy porykując z bólu, z powodu zranionego skrzydła. Wioska swymi konturami uspokajała ich myśli. Na pewno będzie tam ratunek. Nie była zbyt wielka. Widać było wysoką wieżę kapliczki i kilka większych domków. ich szczęście nie znało granic, kiedy dotarli na miejsce. Wioska tętniła życiem. 
- Zatrzymamy się u Bjorna. - W pewnym momencie oświadczyła Perłowo włosa. Morganę rozwścieczyło to, że to nie ona decyduje, niestety musiała być zdana na łaskę tej rozpieszczonej małolaty. 
- Nie wściekaj się. Pamiętaj, że to my pomagamy Ci  uciec od wyroku. W końcu wasze przeklęte prawa nie pozwalają prowadzić wojen niezależnie od woli władcy. U nas, na Wschodzie masz już przygotowany wygodny tronik. Mamy Cie dostarczyć zabijając jak najmniej ludzi. Dante leży ledwo żywy. Wyliże się z tego. Doznał lekkiego szoku. Mam nadzieję, że nie przerazi się jeszcze bardziej, kiedy usłyszy, że umiem się porozumiewać  w Waszym języku. - Morgana była zadziwiona gadulstwem tej istoty. 
- Myślałam, że dzieci Białych Pań są nieme. - Białe Panie zwane także Wieszczkami Wschodu były niezwykle osobliwymi osobnikami. Wyglądały dziwnie.  Było to skrzyżowanie Północnicy z Wampirem i Elfem. Nie były jednak złe. Zajmowały się głównie opieką nad ludźmi i żyły z dobroci natury, i ludzi, toteż często spotykało się krzyżówki Białych Pań z ludźmi. Nieraz człowiek zakochał się w tej przepięknej istotce i nie było opcji, żeby przestał ją kochać, jeśli ona odwzajemniała to  uczucie. Jeśli jednak rozeźliło się te postaci, oj, było źle. Potrafiły być nader złośliwe i doprowadzić do ruiny emocjonalnej niejedną osobę. 
- Nie są nieme. Przynajmniej nie zawsze znają Wasz cudaczny język. Masz szczęście, że mój opiekun dużo do mnie mówił. Dzięki temu jestem w stanie się z Tobą porozumieć. Inaczej musiałabym bazgrać obrazki na ziemi, żebyś mogła zrozumieć, czego chcę. Sama przyznasz, że znanie języków jest jednak przydatne. - Po wypowiedzeniu ostatniego słowa wjechały do wioski. Mieszkańcy nagle zamarli. Patrzyli na nich jak na coś, co widzą pierwszy raz. Kiedy przejeżdżali obok ogromnego domu Harbina zatęskniła za luksusem. Lili kazała się zatrzymać i zsiadła z konia. Uderzyła pięścią w drzwi domu i natychmiast zjawił się gospodarz. Brodaty mężczyzna, minimum dwa metry wzrostu, przy kości. Sprawiał wrażenie ucieszonego na widok Białej Panienki. Zaprosił ich do środka, każąc Michaelowi odprowadzić konia i Astaroth. Młody, strasznie chudy blondyn o szarych oczach przywitał oba zwierzęta miłym uśmiechem i zaopiekował się nimi odprowadzając je do stajni. Przejął się skrzydłem gryfa i natychmiast się nim zajął. Gospodarz zaprosił panie do komnat, zaś Dantego wziął na ręce i zaniósł do komnaty Lili. Hrabinę ciekawiło, co robi Wieszczka z jej Towarzyszem. Rozebrała się i umyła ciało, by zmyć z siebie wszystkie troski. Przebrała się w aksamitną, czarną suknię do kostek i przepięła to pasem z ludzkich kości, co jest chyba charakterystycznym elementem jej ubioru. Kiedy niski głos Bjorna zawołał, że pora uczty, Morgana poczuła jak bardzo głodna jest. Powoli wstała i skierowała się w stronę największego pomieszczenia w domu. Cała ta posiadłość nie była może imponująca, ale sprawiała wrażenie zadbanej i czystej. W dość sporej sali przy stole siedział Gospodarz, Ciemnowłosa kobieta, Lili, trójka dzieci i Dante. Lało się wino i atmosfera była radosna. Kiedy tylko ją zauważyli wszyscy zamarli. Kobieta wskazała jej miejsce a dzieci, każde z kawałkiem mięsa w łapce, uciekły nie szczędząc krzyku. Arystokratka usiadła i jadła. Milczenie przerwał głos, do tej chwili milczącego, Zbłąkanego. 
- Nie powinnaś była robić Horacemu krzywdy. Dobrze wiesz, że jest Twoim cieniem. - W tym momencie Hrabina poczuła, że spada. Jak długa upadła na ziemię wydając przeraźliwy okrzyk. W pewnym momencie poczuła pełnię sił. Po chwili wstała i wyszła. Miotała się po całej wiosce. W końcu wyszła na małą wieżę kapliczki i patrzyła na to miejsce mlecznym wzrokiem. Kiedy zauważyła, że pościg za nią wyjechał z lasu i zmierza w kierunku wioski poczuła przerażenie. Zaczęła ciągnąc za sznur i bić w dzwon z całych sił.  I nikt nie był w stanie jej powstrzymać.



A teraz od siebie dorzucam dwie fotografie. Pierwsza to po prostu ja, druga to rysunek Lili. 

Dziękuję każdemu, kto przeczytał posta i liczę na komentarze ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz